Tegoroczne Mikołajki i nadchodzące Święta sprawiły, że się
musiałam dobrze zastanowić.
Co powiedzieć 3,5-letniej dziewczynce o św.
Mikołaju?
Udać się wraz z nią do krainy fantazji, w której dzielny Mikołaj
przemierza cały świat, skrada się w nocy, przeciska przez komin i dokonuje
innych cudów, by dostarczyć wszystkim grzecznym dzieciom prezenty? Czy jednak
lepiej stanąć mocno na ziemi i opowiedzieć, jak to jest naprawdę, zanim kumpel
z przedszkola nie pozbawi jej całej frajdy z oczekiwania? I nie nadszarpnie też
zaufania do rodziców i do świata, który wciska dziecku jakieś bzdury. Nie
wspomniałam, że 3,5-latka jest rezolutną dziewczynką i nie boi się nazywać
sprawy po imieniu.
Zdecydowałam się opowiedzieć o św. Mikołaju, który żył
kiedyś i zasłynął z tego, że pomagał biednym, a robił to w taki sposób, że nikt
nie wiedział, kto go obdarował. Powiedziałam, że tak nam się podoba to, co
robił Mikołaj, że chcemy co roku świętować dzień jego imienin, dając dzieciom
prezenty.
Mnie takie rozwiązanie się podoba.
Wszystkim, których interesuje temat, polecam artykuł Jan
Hunt „Does the Santa Legend Endanger
Trust?” http://www.naturalchild.org/jan_hunt/santa.html
O mnie też. Nie widzę sensu wmawiania dziecku bajek na siłę. Dzieci same w sobie lubią wierzyć w różne rzeczy. Wróżki, magię i inne takie. Nie trzeba im wmawiać, że istnieją. Mikołaj po kryjomu podrzucający prezenty pod choinkę to taka bajka, w którą wszyscy trochę lubimy wierzyć, bo tak po cichu chcielibyśmy by była prawdziwa. Nie ma sensu udawać, że prezenty są od niego, ale można mówić że nam podrzucił. Tylko trochę trudniej wytłumaczyć to maleństwu, że to taka zabawa w chowanego. Chyba najłatwiej powiedzieć prawdę od razu. A potem nadal się bawić w podrzucanie prezentów :)
OdpowiedzUsuńJa jako dziecko nie uwierzyłam w Świętego Mikołaja. Co też rodzina nie wyczyniała, by mi to wmówić, i się nie udało. Nijak mi to jednak nie zaszkodziło, przynajmniej nie przeżyłam rozczarowania, że tyle lat mnie okłamywano. :D